Tydzień na rynkach: Grecja nie kapituluje (na razie)!

Bankructwo Grecji spowodowane brakiem możliwości regulowania swoich zobowiązań było przesadzone wiele miesięcy temu.. Otwartą kwestią pozostawała jego forma. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej unijni politycy zgodnie deklarowali, że niekontrolowanego bankructwa Grecji nie będzie.


Obawiano się bowiem jego wpływu na system finansowy strefy euro i inne kraje ze strefy o wysokim poziomie zadłużenia. W czarnym scenariuszu zakładano możliwość rozpadu strefy euro a w jego następstwie nawet rozpad całej Unii Europejskiej. Takie stawianie sprawy miał zarówno dobre, jak i złe strony. Z jednej strony pozwalało na uspokojenie rynków i kupienie czasu niezbędnego do poprawienia najbardziej newralgicznych obszarów. Z drugiej jednak strony doprowadziło do sytuacji, której efektem zaczęło być postrzeganie Grecji nie jako winowajcy, ale jako ofiary. Jednym z pierwszych symptomów takiego zjawiska był pomysł poprzedniego premiera Grecji, aby zapytać społeczeństwo czy godzi się na niezbędne reformy, a tym samym na konieczne wyrzeczenia i zaciskanie pasa, w zamian za pomoc finansową. Widmo braku środków na bieżące funkcjonowanie państwa spowodowało pewne otrzeźwienie i podjęcie próby reform przez utworzony tymczasowy, technokratyczny rząd premiera Lukasa Papademosa, przy jego wsparciu przez największe ugrupowania polityczne. Podjęte zostały rozmowy z prywatnymi instytucjami finansowymi w sprawie restrukturyzacji zadłużenia oraz przedstawicielami tzw. trojki czyli Międzynawowego Funduszu Walutowego, Unii Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego, w sprawie udzielenia drugiego pakietu pomocy dla Grecji w wysokości 130 mld euro oraz reform, jakie muszą być przeprowadzone, aby taki pakiet został zaakceptowany. Okazało się jednak, że dotychczasowy sposób myślenia po stronie greckiej nie zmienił się. Działano zgodnie z zasadą, że cel uświęca środki a deklaracje reform nic przecież nie kosztują. Jednak tym razem Komisja Europejska postawiła ostre warunki, w czym pomogła stopniowa zmiana stanu strefy euro. Lepsza jest obecnie sytuacja banków europejskich, a kraje najbardziej zagrożone jak Włochy i Hiszpania przeprowadzają konieczne reformy. Rząd i greccy politycy, chociaż z oporami, co jest zrozumiale, godzą się na te warunki, w tym na obniżenie płacy minimalnej, zamrożenie pensji i redukcję zatrudnienia w sferze publicznej Jednak zgodnie z ostatnimi oczekiwaniami Komisji Europejskiej, przyjęty przez rząd pakiet reform musi zostać przyjęty przez parlament oraz potwierdzony na piśmie przez liderów partii, a rząd musi poszukać w tym roku dodatkowych oszczędności w wysokości 325 mln euro. Należy sądzić, że te warunki także zostaną spełnione. Tylko czy ktoś jeszcze wierzy w wypełnienie przyjętych zobowiązań? Być może jest to zatem właściwy moment, żeby zakończyć dyskusję i przekazać Grekom jasne przesłanie, poprzez odmówienie dalszej pomocy, że ich kraj nie może tak dalej funkcjonować. W przeciwnym wypadku coraz bardziej coraz bardziej zacierać się będzie rozróżnienie pomiędzy przyczyną a jej skutkami. Będziemy karmieni felietonami, także niektórych polskich dziennikarzy, z których wynika, że polityka prowadzona przez greckie władze pod dyktando MFW i UE prowadzi do gospodarczego samobójstwa. Będziemy mogli czytać szczere wypowiedzi greckich polityków, że ich kraj zniszczyły unijne subwencje. Liderzy policyjnych związków zawodowych Grecji będą żądali wydania nakazów aresztowania przedstawicieli trojki, stawiając im zarzuty obalenia demokratycznego porządku i rabunku narodowego majątku. To wcale nie są kabaretowe żarty, ale rzeczywistość. Bez względu na przyjęte rozwiązanie dramat Grecji szybko się nie skończy. Im dłużej jednak Europa będzie chciała na siłę uszczęśliwiać Greków, tym wyższą cenę będzie musiała za to zapłacić. Oczywiście istnieje także możliwość taka, że Grecy sami skończą grę na czas, obrażą się na Europę i odrzucą plan reform. Jednak jak powiedział premier Papademos, w takim wypadku kraj czeka katastrofa, której ostateczne skutki są trudne do przewidzenia. Zgodnie więc z oczekiwaniami grecki Parlament zaakceptował plan reform. Grecja na razie nie kapituluje!

Dane makro

Miniony tydzień nie obfitował w istotne wydarzenia dotyczące sytuacji gospodarczej. W Stanach Zjednoczonych poznaliśmy odczyt indeksu nastrojów konsumenckich liczony przez Uniwersytet Michigan. W lutym wartość indeksu obrazującego nastroje wśród amerykańskich konsumentów spadła z 75 pkt. do 72,5 pkt. Dane te okazały się gorsze od prognoz zakładających spadek do 74,5 pkt. Natomiast liczba osób ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych w USA spadła w zeszłym tygodniu o 15 tys. do 358 tys., podczas gdy analitycy spodziewali się, że liczba ta wzrośnie. Po raz kolejny potwierdza się stopniowa poprawa na rynku pracy w największej gospodarce świata.

Akcje, surowce, waluty

Wobec braku nowych, istotnych informacji gospodarczych, przy utrzymującej się niepewności dotyczącej losów Grecji, rynki postanowiły odpocząć po kilku tygodniach wzrostów. Ostatecznie S&P500 zakończył ostatni tydzień na poziomie 1343 pkt, wobec 1345 pkt na koniec poprzedniego tygodnia (spadek o 0,0 %) . Niemiecki DAX osiągnął 6693 pkt., wobec 6767 pkt. na koniec poprzedniego tygodnia (spadek o 1,1 %). WIG20 zakończył ostatni tydzień na poziomie 2325 pkt., wobec 2374 pkt. na koniec poprzedniego tygodnia (spadek o 2,1 %). Na rynku eurodolara trwa konsolidacja. Ostatecznie zamknięcie EUR/USD na koniec tygodnia wypadło na poziomie 1,32, wobec 1,31 na koniec poprzedniego tygodnia (wzrost o 0,8 %). W ostatnim tygodniu nastąpiło lekkie osłabienie złotego zarówno wobec euro, jak i dolara amerykańskiego. W ostatni piątek kurs EUR/PLN wyniósł 4,22, wobec 4,18 na koniec poprzedniego tygodnia (wzrost o 1,0 %). Natomiast kurs USD/PLN wyniósł na zamknięciu w ostatni piątek 3,20, wobec 3,18 na koniec poprzedniego tygodnia (wzrost o 0,6 %).

Wzrosły ceny podstawowych surowców przemysłowych. W ostatni piątek w Londynie ropa Brent kosztowała 117,4 USD za baryłkę, wobec 113,1 USD za baryłkę na koniec poprzedniego tygodnia (wzrost o 3,8 %). Za miedź płacono 8590 USD za tonę, wobec 8325 USD za tonę na koniec poprzedniego tygodnia (wzrost o 3,2 %). Drugi spadkowy tydzień zanotowało złoto. W ostatni piątek złoto kosztowało 1711 USD za uncję, wobec 1725 USD za uncję na koniec poprzedniego tygodnia(spadek o 0,8 %).


Powyższa analiza, jak i wszystkie zawarte w serwisie AlmanachInwestora.pl, jest tylko i wyłącznie subiektywną opinią autora i nie jest rekomendacją w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715).

W związku z tym autor tej analizy nie ponosi żadnej odpowiedzialności za decyzje podejmowane na jej podstawie.

Zobacz także:

Powiązane wpisy:

  1. Tydzień na rynkach: Grecja znowu straszy Premier Grecji Jeorios Papandreu zaskoczył negatywnie, zarówno partnerów w UE, jak i rynki, kiedy w...
  2. Tydzień na rynkach: (Nie)przewidywalni Grecy Greccy piłkarze, po niespodziewanym zwycięstwie nad Rosją, pozostają w Euro 2012. Nadal nie wiadomo natomiast...
  3. Tydzień na rynkach: kryzys nie zamierza czekać na decyzje polityków Kolejny tydzień na rynkach upłynął pod znakiem rosnących obaw o rentowności obligacji krajów strefy euro....
  4. Tydzień na rynkach: Banki centralne nie podtrzymały optymizmu W ubiegłym tygodniu na pierwszym planie ponownie pojawiły się banki centralne. Czytaj dalej →...
  5. Tydzień na rynkach: Huragan Irene nie taki straszny Po uspokajającym rynki wystąpieniu szefa Fed B. Bernanke w Jackson Hole, kolejna dobrą wiadomością z...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Start. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *